piątek, 16 maja 2014
W telewizji trwożnie mówią, że w Polsce ma powiać... Przynieść zimę - powiadają...
Znam ten rodzaj wiatru znad Morza Północnego.
Smaga przeszywającym zimnem, chłosta deszczem bez litości, łamie parasole...
Ludzie milkną, lica pochmurnieją, oczy ciemnieją... Wiatr niepokój budzi...
Kulę w sobie wszystkie swoje lęki, zamiatam pod dywan tęsknoty...
Bo razem z deszczową,kaprysną, belgijską zimą i łkaniem wiatru budzi się we mnie jakiś zew... By zacząć coś nowego... By zmierzyć się ze światem... Podjąć ryzyko... Spotkać przeznaczenie... Stawić czoło nowym wyzwaniom...
Ale nie mogę ulecieć z wiatrem. Tak po prostu...
Nie jestem wojującym mężczyzną, którego domem jest cały świat.
Jestem blondynką, której całym światem jest dom, a w tym krótkim słowie tak wiele treści.
Bez których nie potrafiłabym żyć.
Na szczęście jestem zakotwiczona tu i teraz.
Nie zabierze mnie ze sobą lodowaty podmuch.
Mam swoje drzewo, swój dom, ludzi, którzy na mnie czekają. Codziennie, gdy wracam ze świata...
Na szczęście w końcu ustaje wiatr z północy...
Wstaje dzień... Oczy nabierają nowego blasku, a myśli odbijają się od dna niepokoju...
Tęsknoty męskiej części mojej duszy zasypiają spokojnie w popiele kominka...
Ogarniam ramionami mój świat...
I nie mam już wątpliwości gdzie powinnam być...
W ich spojrzeniach tak wiele uśmiechów...
A w ogrodzie znów za rok zakwitną maliny i róże...
Zrobię im tej malinowej herbaty...
Ponakładam czułości w małe talerzyki...
Może nawet spróbuję upiec ciasto. Włożę całe serce, by nie wyszedł zakalec...
Uprasuję na jutro i pojutrze nawet...
Posłucham oddechów...
Zastygnę w zachwycie...
Spróbuję pójść spać przed północą, lecz znów się nie uda...
To mój kobiecy świat...
Kocham go...
Tylko... muszę jakoś tę zimę przeczek
Znam ten rodzaj wiatru znad Morza Północnego.
Smaga przeszywającym zimnem, chłosta deszczem bez litości, łamie parasole...
Ludzie milkną, lica pochmurnieją, oczy ciemnieją... Wiatr niepokój budzi...
Kulę w sobie wszystkie swoje lęki, zamiatam pod dywan tęsknoty...
Bo razem z deszczową,kaprysną, belgijską zimą i łkaniem wiatru budzi się we mnie jakiś zew... By zacząć coś nowego... By zmierzyć się ze światem... Podjąć ryzyko... Spotkać przeznaczenie... Stawić czoło nowym wyzwaniom...
Ale nie mogę ulecieć z wiatrem. Tak po prostu...
Nie jestem wojującym mężczyzną, którego domem jest cały świat.
Jestem blondynką, której całym światem jest dom, a w tym krótkim słowie tak wiele treści.
Bez których nie potrafiłabym żyć.
Na szczęście jestem zakotwiczona tu i teraz.
Nie zabierze mnie ze sobą lodowaty podmuch.
Mam swoje drzewo, swój dom, ludzi, którzy na mnie czekają. Codziennie, gdy wracam ze świata...
Na szczęście w końcu ustaje wiatr z północy...
Wstaje dzień... Oczy nabierają nowego blasku, a myśli odbijają się od dna niepokoju...
Tęsknoty męskiej części mojej duszy zasypiają spokojnie w popiele kominka...
Ogarniam ramionami mój świat...
I nie mam już wątpliwości gdzie powinnam być...
W ich spojrzeniach tak wiele uśmiechów...
A w ogrodzie znów za rok zakwitną maliny i róże...
Zrobię im tej malinowej herbaty...
Ponakładam czułości w małe talerzyki...
Może nawet spróbuję upiec ciasto. Włożę całe serce, by nie wyszedł zakalec...
Uprasuję na jutro i pojutrze nawet...
Posłucham oddechów...
Zastygnę w zachwycie...
Spróbuję pójść spać przed północą, lecz znów się nie uda...
To mój kobiecy świat...
Kocham go...
Tylko... muszę jakoś tę zimę przeczek
Subskrybuj:
Posty (Atom)






