poniedziałek, 2 grudnia 2013

to niestety modliszka:}

Ważka
 *********
 Pewnego dnia larwy owadów rozmawiały o Tych spośród siebie,
 które weszły na liść lilii wodnej a potem zniknęły.
 Zastanawiały się dokąd odleciały.
 Obiecały sobie, że jeśli którejś z nich się to przytrafi,
 wróci i opowie, gdzie była.

 Pewnego dnia jedna z larw weszła na lilię i zamieniła się w ważkę.
 Jej ciało nabrało nieodpartego blasku,a z odwłoka wyrosły cztery piękne skrzydełka.
 Ważka zatrzepotała nimi i wzbiła się w górę ku słońcu.
 Podczas tego radosnego lotu przypomniała sobie o obietnicy.

 Postanowiła więc wrócić i powiedzieć innym gdzie była.
 Chciała zanurkować, osiąść na wodzie, ale chociaż bardzo się starała, nie mogła wrócić.

 Pomyślała:
 „gdyby udało mi się wrócić do wody, to i tak nikt by mnie nie rozpoznał w tym nowym, przepięknym ciele. Larwy będą musiały zaczekać, na swój liść lilii, by dowiedzieć się dokąd poszłam i czym się stałam.”
Kiedy byliśmy małymi dziećmi marzenia w takie osoby były jak kolorowy sen - pojawiały się wieczorem i zabierały nas do innego miejsca. Wystarczyło, że zamknęliśmy oczy, puściliśmy wodze wyobraźni i zamknęliśmy drzwi do realnego świata. Nic nas nie ograniczało, nie było rzeczy niemożliwych, świat stał przed nami otworem. Kiedy dorastamy pozbywamy się złudzeń, stawiamy przed sobą zapory i mury ograniczeń - marzenia przestają wabić kolorami i nawet jeśli pojawiają się przed snem to przepędzamy je daleko, smutni i pełni obaw, że przyniosą nam tylko rozczarowania i tęsknotę za światem, na który czekaliśmy, a nas ominął. A przecież wszystko jest kwestią wiary. Czasem zdarzają się ludzie którzy potrafią więcej niż my. Poznanie takiej osoby graniczy z cudem. Ten kto ma dar, chowa się przez niezrozumieniem… Szelest, jakaś cicha mgła przebiegła przez policzek, a może to ona?? Znów mnie odwiedza? Lśnienie, jakieś drobne w kąciku oka, co tam się tli, mam rozszerzone źrenice czyżby… To jednak ona. Odwiedza mnie, choć jest daleko! Pamiętam jak tego dnia stałam z małą Zuzią, nie patrzyła na mnie choć tak mnie lubi, za to wpatrywała się w dal. Jak zahipnotyzowana. Zapytałam co się stało. Nie odpowiedziała, tylko patrzyła. Złapałam ją za malutką rączkę. W końcu odpowiedziała: „Duch koło Ciebie stoi. Nie widzisz?” Wiedziałam że to była Ona. Że nade mną czuwa. A ja pod poduszką chowam ręce i cicho szeptam: „Więcej! Więcej!” Rozsypane włosy... czuję jej dotyk, gładzi mnie po nich, delikatnie usypia i uspokaja choć zwichrzone sny mówią co innego. Dziś z nich stwórz opowieść, o ścieżkach moich, drogach w przyszłości, o całej mojej podróży. A do ucha szepnij, coś miłego, przypomnij mi jak pierwszy raz powiedziałaś mi że widzisz mój niebieski sweter choć Cię nie było ze mną. I nie wiedziałaś że mam go na sobie naprawdę. Już wiem ! Opowiedz o tym kubku. Zapytałaś mnie czy jest taki w moim pokoju. Ja odpowiedziałam „nie” z uśmiechem myśląc że Cię przechytrzyłam. Jakież było moje zdziwienie kiedy w tym momencie zapukano do mojego pokoju i przyniesiono mi żółty kubek z ciepłą herbatą. Ja się uśmiechnę choć mojego pierwszego zdziwienia nie da się ukryć. Burza w mojej głowie pozostawiła ogromny ładunek, który chwilami przypominał dynamit. Wybuch spowodował rozbicie myśli i uczuć na miliony drobnych elementów....To minęło jednak i pozostała radość z Twoich odwiedzin. Posłuchaj, gdzieś między słowami niedowierzania i szyderstwa tych którzy nie wierzą czają się jakieś małe świetliki, błyszczące iskierki, krótkie czy dłuższe oddechy, króciutkie pauzy i wołanie… jeszcze, jeszcze. Cicha nienazwana prośba. Bo takich jak Ty, żyje nie wielu. A zawołać Ciebie tylko mogę. Często widywałaś mnie z dala jak idę. Błądziłam we mgle. Czasami przez chmury przedzierał się zagubiony promień słońca i tańczył na kolorowej łące. Przez ten czas nie spotkałam żadnego człowieka, dobra jestem w unikaniu ludzi. Panowała cisza, której nie zakłócał ani śpiew ptaków ani szum wiatru. Teraz wiesz jak wygląda moje życie. A Ty? Zastanawiasz się i przyglądasz bacznie. Jest delikatna, łatwo ją złamać, starć na pył. Dlaczego taka jest? Dlaczego nie silna, jak powinna? Dlaczego nie trwała? Dlaczego tak ciężko jej uwierzyć w swoją wartość? … Kiedy szeleści kołdra, to dlatego że układam się do snu. A kiedy poduszka zapada się głęboko to dlatego, że czasem zsunie się głowa. Kiedy po ciele przemknie miły dreszcz, wiem że odwiedzasz mnie i to nie we śnie. Z resztą nie przypadkiem. A kiedy budzę się tak ciepło i pytam co jest? „To nie sen… to nie sen.” Słyszę w odpowiedzi.
Za wcześnie na smutek

 gdy głogi bielą sięgają nieba i ziemi

 lekkie pierzaste dmuchawce przycupnęły

 na zielonej murawie

 u moich stóp bratki żółcą się wiosną

 oszalałe ze szczęścia

 czarny kos śmiesznie zdąża do wodopoju

 różowieje już niebo

 nasycone fioletem zmierzchu.

 Czarodziejskie zapachy wiosny

 siadają na ramionach mojego Chrystusa

 zanurzonego w kępie bzu

 w którym schowałam moje marzenia.

 http://youtu.be/ctUGd3UaiFg

wspomnienie...................

Konwalie. Moje. Jego. Nasze

 Siedziałam przed oknem, ale nie patrzyłam na ulicę. Moje spojrzenie utkwione było w bukiecie uschniętych kwiatów, które kiedyś coś znaczyły, tylko nie mogłam sobie przypomnieć, co.

 Oczy mnie piekły, mrugałam więc gwałtownie powiekami, ale łzy nie leciały. Skończyły się.

 Pamiętam, że był taki czas, kiedy łzy wcale nie były mi potrzebne. Nie wiem teraz, dlaczego… Pewnie wiązało się to z tym, że wtedy miałam coś w zamian. Wtedy kwiaty w wazonie były kolorowe i pachnące, zgrabnie wyginały swoje łodygi w stronę słońca, by złapać choć parę jego promieni. Wiem, że codziennie zmieniałam im wodę, aby przetrwały jak najdłużej. Pamiętam, że było też coś więcej. Ktoś więcej. Był ktoś, kto dawał mi te kwiaty, równie uśmiechnięty, jak one. Tak jak one wyginały się do słońca, tak on nigdy nie przegapił okazji, by na mnie spojrzeć, by mnie przytulić. Pamiętam, jak mnie przytulał, i jak się wtedy bałam, żebyśmy nie zniszczyli kwiatów. Ale nigdy nie zniszczyliśmy. Zawsze wstawiałam je do tego samego wazonu w chiński wzorek. To zawsze były konwalie. Drobne, białe, delikatne. Pachniały prześlicznie. Wiem, że zawsze wąchaliśmy je razem, podziwialiśmy delikatne kwiatuszki i gładziliśmy aksamitne liście. Pamiętam, jak mnie całował. Mówił wtedy, że smakuję jak konwalia. Że wyglądam jak konwalia. Konwalie byłby tylko nasze.

 Patrzyłam na uschnięte kwiaty i zastanawiałam się, czy to są konwalie. Nie były białe i pachnące, tylko żółtobrązowe i kruche. Ich liście nie były aksamitne, tylko chropowate. Patrzyłam na wazon, czy to ten sam, w chiński wzorek. Wzorek był, ale to nie był ten sam wazon. To nie były te same kwiaty. Te same konwalie. Brakowało w nich czegoś. Kogoś. We mnie też czegoś brakowało. Kogoś brakowało. Jego. Jego, jego konwalii i jego miłości.
A ja zakochałam się w
 siąpiącym, leśnym, gruchającym
 Na na tratwie padającym
 ...słomianym deszczu

 Z gołębiami, w innych
 Tak górach ' Witosza',
 Gdzie tętnią tez czerwone
 tramwaje i o plecy mej

 Gorajec miłości obciera się
 Dzki kot ogonem w tej walce
 Wonnej, grac i wygrać z ta
 Złośliwa chciwa miłością

 Jego i wygrać remisem naszym
 Pies, czy bez zły gryzie tam.
 A deszcz pada,a ja w deszczu
 zakochana gola biegam, milo nam
Każdy rozsądny człowiek wie, że ideałów nie ma, i to zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Ludzi trzeba kochać i akceptować takimi, jacy są. Zbyt dużo kobiet wybiera totalne łamagi - właśnie po to, aby przy nich czuć się tymi lepszymi i bardziej zaradnymi; albo tzw. złych chłopaków - aby czuć nad nimi wyższość moralną (co, oczywiście, skrzętnie ukrywają). Tak więc - wybierajcie mądrze, a taki twór jak 'facet idealny' przestanie Wam być potrzebny :}:}
Czas na skrzypeczkach różnie gra
 Nas nie pytając o zdanie,
 On swoje nutki dobrze zna
 A nam zostawia czekanie..

 Zrozumieć czas to próżna gra
 Bo on się bawi swawolnie,
 Nic nie podpowie bo tak chce
 Choć wciąż pytamy namolnie.

 Gdy świt znów spojrzy w okno Twe,
 To przyjdzie nadzieja nowa,
 Być może teraz u Twych drzwi
 Usłyszysz miłości słowa.

 Żyjmy tak,by nie ranić,
 nie szukać winnych i nie ganić,
 być zawsze,gdy ktoś na nas czeka,
 łzę obetrzeć,do ludzi się uśmiechać

 http://youtu.be/hp4endJMu1E